Galapagos-Wyspa Wielkanocna

Galapagos-W Wielkanocna

Data: 02-21.02.2026
Trasa: Puerto Ayora – Hanga Roa
Mile/godziny: 1905Mm/436h

Wyspa Santa Cruz

Nurkowanie

Wybieramy firmę Shark Bay poleconą nam przez naszego Agenta. Tutaj zwyczaj jest taki, że wg tygodniowego rozkładu codziennie są ine miejsca nurkowe, więc jak chce się zanurkować z tadym biurem w konkretnym miejscu to trzeba wybrać odpowiedni dzień tygodnia, albo zmienić biuro.

My postanowiliśmy zanurkować w piątek, więc nurkujemy na północy wyspy w North Seymour i Mosquera Islet. Widzimy dużo mant, rekinów, całe stada rybek w ławicach, spotykamy też mureny.

Zaopatrzenie

Na wyspie jest trochę sklepów spożywczych i przemysłowych. Ceny są porównywalne do tych w Polsce. Mięso jest tylko mrożone, a wędliny paczkowane. Jest też Bazarek z warzywami – Market Municipial, gdzie można kupić warzywa i trochę owoców. Wybór jest niewielki, a ceny należą raczej do wyższych. Na niektórych stoiskach sprzedają na sztuki, na innych na wagę, a jeszcze na innych na opakowania (sprzedawca wkłada do torebek trochę warzyw i sprzedaje jako „komplet”.

Najlepiej kupować warzywa sprzedawane na wagę. Z lokalnych warzyw są głównie pomidory, trochę bananów (sprzedawane na sztuki albo kiście), reszta przyjeżdża kontenerami ze stałego lądu.

Raz wa tygodniu jest targ warzywny, gdzie przyjeżdżają lokalni farmerzy – tam można kupić świeże warzywa po dobrych cenach. Niestety działa tylko w soboty.

Kupujemy więc trochę warzyw i kiść bananów i wracamy na jacht.

Odprawa wyjściowa

Umawiamy się z Agentem na 10 rano na kei. Idziemy podstemplować paszporty i o 11 na jacht przypływa inspekcja z parku. Wypełniają formularze, robią zdjęcia i znowu zadają pytania o sprzęt ratunkowy i paliwo. Po ok 20 minutach odpływają, a my mamy ok 1 godziny na wyjście.

Pijemy kawę i wychodzimy.

Droga na Wyspę Wielkanocną

Dzień pierwszy – wtorek

Pacyfik wita nas wiatrem 4kn i to z dziobu, więc płyniemy na silniku. W wodzie widzimy dużo rekinów, ale nie są zainteresowane naszą łódką. Wieczorem rozwiewa się do 7kn, stawiamy genuę i grota i o dziwo płyniemy prawie 4kn, co prawda na zachód a nie na południe, ale zawsze ciszej.

Dzień trzeci – piątek

Nad ranem znajdujemy na pokładzie latającą rybkę. Chyba brakowało jej wody, bo pyszczek ma szeroko otwarty. Robimy zdjęcia i wypuszczamy ją do wody. Po południu atrakcją jest para głuptaków, które postanowiły zadomowić się na naszym koszu dziobowym. Zupełnie się nie boją, mają bardzo sympatyczne spojrzenie. Robimy sobie sesję fotograficzną.

Dzień czwarty – sobota

Wiatr spada do 3kn, a prąd spycha nas w złą stronę, więc włączamy silnik. Woda jest płaska jak lustro, więc wyraźnie widać latające rybki zawadzające o wodę płetwami.

Po śniadaniu wita nas stado delfinów, część z nich śpi, ale kilka wyskakuje wysoko z wody.

Banany które kupiliśmy w Puerto Ayora robią się coraz bardziej żółte, więc jemy kilka na drugie śniadanie. Po śniadaniu Szymon czyta nam na głos opowiadanie Lema.

Wieczorem okazuje się, że wytarły się szczotki od silnika autopilota, na szczęście mamy zapasowy i po 2 godzinach autopilot znowu działa.

Dzień piąty – niedziela

Wreszcie wpływamy w pasat – wieje 15-20kn i płyniemy pełnym bajdewindem ok 5kn w dobrym kierunku. Zwiększa się też zafalowanie i od czasu do czasu pada. Wieczorem jakieś monstrum zjada nam przynętę z całą żyłką – nie mamy szans go wyciągnąć – po prostu połknął przynętę – naszą ukochaną „Rapalkę” , zerwał żyłkę i popłynął w przeciwną stronę.

Dzień szósty – poniedziałek

Od rana robimy pranie, a Tomek próbuje naprawić pilota od windy kotwicznej. Po rozebraniu kolumny sterowej okazuje się, że przyczyna leży zupełnie gdzie indziej-wtyczka od ręcznego sterowania windą, która miała być wodoszczelna – wodoszczelna nie nie była, nabrałasłonej wody i zrobiła zwarcie. Tomek ją obciął, a przewód zaizolował srebrną taśmą.

Po „naprawie” windy przyszła kolej na wędkę. Rozwijamy resztkę cienkiej żyłki i nawijamy nową grubszą.

Próbujemy namierzyć niewielki przeciek w kolumnie sterowej polewając ją intensywnie wodą. W wyniku czego namierzamy przeciek przy przełącznikach rocker.

Dzień siódmy -wtorek

W nocy okazuje się, że zalany wczoraj przełącznik ma zwarcie i lampa LED przednia świeci mimo wyłączonego przełącznika – Tomek ma robotę. Po wysuszeniu, przesmarowaniu i uszczelnieniu znowu wszystko działa prawidłowo.

Dzień ósmy – środa

Pogoda jest słoneczna, więc od rana robimy pranie. Mało kiwa i nie chlapie, więc Tomek instaluje z powrotem ręczny włącznik windy kotwicznej. Ja wymieniam zszywki na nierdzewne przy rzepach w oparciach przy kanapie nawigacyjnej.

Dzień dziewiąty – czwartek

Rano znajduję na pokładzie 4 latające rybki (całkiem sporych rozmiarów) , niestety już martwe, a to za mało nawet na zupę. Spotykamy dużego delfina (może orkę?) więc Tomek pośpiesznie zwija wędkę. Duży zawierz majestatycznie przepływa koło nas.

Dzień dziesiąty – piątek

Piątek 13 zaczyna się pechowo – najpierw Tomek ma jakieś problemy żołądkowe i dostaje wysokiej gorączki – jest wyłączony z prac jachtowych. Potem ptak wpada w wiatromierz i ułamuje mocowanie, a potem okazuje się, że snap szekla na fale genui jest ułamana i nie dopóki nie naprawimy tego nie możemy postawić genui.

Dzień jedenasty – sobota

Rano robimy przegląd słoików – część wekujemy trzeci raz. Próbujemy złowić jakąś rybę – jak na razie bez powodzenia. Przy zafalowaniu niestety 2 słoiki się rozbijają :-(.

Dzień dwunasty – niedziela

Nad ranem znajdujemy na pokładzie tylko jedną latającą rybkę, ale za to całkiem sporą – ląduje za burtą. Po południu znowu coś łapie naszą przynętę, ale tym razem urywa nie tylko żyłkę, ale też górną przelotkę z wędki. Tomek już wymuśla czym ją zastąpić. Szymon czyta nam kolejne opowiadanie dzienników gwiazdowych Lema.

Dzień czternasty – wtorek

Zafalowanie jest małe, więc Tomek wchodzi na maszt. Wymienia pękniętą snapszeklę przy fale genui na zwykłą szeklę, zdejmuje wiatromierz i głośnik (ma ułamane mocowanie).

W wiatromierz wleciał ptak i złamał mocowanie. Na szczęście wiatromierz działa, ale trzeba mu dorobić nowe mocowanie – to jest ułamane przy samym nadajniku.

Dzień piętnasty – środa

Jest słoneczna pogoda, więc robimy pranie i rozkładamy suszarkę na dziobie w nadziei, że nie będzie chlapać.

Dzień szesnasty – czwartek

W południe skończył się wiatr, więc włączamy silnik. Będzie wieczorem ciepła woda do mycia.

Zgodnie z zaleceniem zgłaszam przypłynięcie za 2 dni na Wyspę Wielkanocną (chcieli 48 godzin wcześniej) – robię to używając WhatsApp na numer +56 9 8823 0089 . Numer znalazłam na Noonsite i okazał się skuteczny.

Dzień siedemnasty – piątek

Od rana dostaję wiadomości na WhatsApp od różnych oficerów z Rapa Nui, jeden z nich pisze po angielsku, ale reszta po hiszpańsku, chcą różnych danych a zwłaszcza aktualnej pozycji i prędkości co ok 3 godziny.

Po południu wypełniam formularz FUI (RAPA NUI ENTRY FORM ) na stronie https://ingresorapanui.interior.gob.cl/

Dzień osiemnasty – sobota

Rano widzimy ląd. Celujemy w środek wyspy, bo chcemy ją opłynąć wzdłuż wybrzeża, ale wywołują nas przez radio i proszą, żeby płynąć prosto do zatoki. Oglądamy jeszcze z wody posągi na plaży Anakena i płyniemy do zatoki Hanga Roa. Dostają współrzędne miejsca kotwiczenia na WhatsApp i zaznaczam na mapie. O 15:30 rzucamy kotwicę, ale okazuje się, że jacht stoi nad rafą i musimy się przestawić. Rzucamy kotwicę ok 300m dalej.

Wyspa Wielkanocna

Odprawa wejściowa

Trzeba się zgłosić na ok 48 godzin przed planowanym dopłynięciem, najlepiej przez WhatsApp. Numerów do wyboru jest dużo w internecie. Ja wybrałam +56 9 8823 0089 chyba skutecznie, bo następnego dnia dostaję wiadomości od 3 innych ludzi z Rapa Nui. Wszyscy proszą o pozycję i prędkość, a na koniec dostaję współrzędne kotwicowiska. I informację, że odprawa umówiona jest na 17:30

Po zakotwiczeniu przypływa ponton z psem i 4 osobami (w tym kierowca) – pytają się, czy nie mamy narkotyków, a następnie pies obwąchuje jacht – oczywiście niczego nie znajduje, oficer chciał zobaczyć maszynownie, ale jak otworzyłam drzwi i powiało gorącem (silnik przed chwilą pracował) to pies czmychną czym prędzej.

O 17:30 przez VHF dostaję komunikat, że urzędnicy właśnie jadą do nas. Jest ich w sumie 5 i kierowca pontonu. 2 osoby z Armady (marynarka wojenna), kapitan portu (ten mówił po angielsku), pani z Immigration i jeszcze jedna kobieta z kapitanatu portu. Każdy ma swoje formularze do wypełnienia, ale idzie im to bardzo sprawnie i już po pół godziny jesteśmy odprawieni.

Kotwicowisko Hanga Roa

Kotwiczymy na 18m na piasku (uwaga, jeżeli stanie się za blisko brzegu, to każą się przestawić, żeby nie uszkadzać rafy. Ze względów bezpieczeństwa co najmniej jedna osoba musi zostać na łódce, więc dzielimy się na zespoły 2 i 3 osobowe. Przy spokojnej wodzie da się dopłynąć naszą łódeczką na brzeg.

Hanga Roa

Główne i jedyne miasto na Wyspie Wielkanocnej. Tu znajdują się urzędy, lotnisko, biura podróży, sklepy i biura nurkowe. Idziemy wymienić USD na CLP (peso chilijskie) w sklepie przy stacji benzynowej Puna Vai– kurs wymiany jest 810 peso za 1 dolara, a 925 peso za 1 EURO, chyba trochę gorzej niż w banku, ale za to czynne w niedzielę do 14. Wstępujemy jeszcze do paru sklepów czynnych w niedzielę, idziemy na obiad z kawą, kupujemy pamiątki i wołamy naszą łódeczkę. Druga ekipa przywozi śmieci, a my wracamy na jacht.

W Hanga Roa jest kilka moai, ale chyba nie oryginalnych – wystawionych dla turystów.

Możliwość komentowania została wyłączona.