Data: 29.04-21.05.2026
Trasa: Rivavare-Tubuai-Haapiti-Cook Bay-Papeete
Mile/godziny: 111h/ 499Mm
Rivavae
Zgłaszanie nowego członka załogi
Jeżeli jakaś osoba dolatuje na Polinezję Francuską to trzeba to uwzględnić w zgłoszeniu (edytując i dodając kolejnego członka załogi) i pójść z tą osobą i z paszportem do biura żandarmerii. W naszym przypadku wystarczył skan paszportu z telefonu i pokazanie Ewy pani żandarm po drodze.
Zakupy spożywcze
Na wyspie jest kilka sklepów spożywczych. W nich można kupić puszki z różną zawartością, mrożone mięso, czasami lody i cebulę (ale tylko w niektórych sklepach), za to powszechnie i za darmo można dostać kokosy, pamelo i banany. Z głodu się nie umrze, ale jak na zaopatrzenie na rejs to marnie.
Wycieczka po wyspie
Wybieramy się na wycieczkę naokoło wyspy. Na początku odwiedzamy uśmiechnięte Tiki czyli kamienną figurę. Znajduje się na prywatnej posesji więc trafiamy tam tylko dzięki informacji od lokalesa, który nam otwiera bramkę. Kolejny punkt to skała Le rocher de l’hombre – ładna zkała nad samą wodą. Wzdłuż brzegu dochodzimy do miejscowości Anatonu – okazuje się, że fabryka canoe nie istnieje, można się z wyprzedzeniem umówić z jakimś gospodarzem, żeby pokazał jak robi się canoe. Techniki są różne od sklejkowych, deskowych do laminatowych, bądź kombinacji wszystkich trzech. Każdy robi canoe na własne potrzeby. To takie kajaki z wysięgnikiem nazywane Va’a. Idziemy dalej i w miejscowości Vaiuru skręcamy na drogę w poprzek wyspy. Na początku jest całkiem przyzwoita betonówka, ale im dalej tym gorzej. W końcu idziemy wąską ścieżką (pod spodem są ślady dawnej drogi. Przekraczamy zwalone drzewa, mijamy stare plantacje bananów, konie pasące się przy drodze i dochodzimy do głównej drogi naokoło wyspy -kółko zamknięte. Przeszliśmy w sumie ok 20km.
Tubai
Główna wyspa archipelagu Australes. Tutaj nie ma ograniczenia na czas postoju. Kotwiczy się za barierą rafową w atolu na ok 5 m. Kotwica marnie trzyma w skałach, ale w atolu na szczęście zafalowanie jest niewielkie.
W 1789 roku buntownicy z Bounty popłynęli do Tubuai i próbowali się tam osiedlić, ale miejscowa ludność zmusiła ich do opuszczenia wyspy. Można zwiedzić rekonstrukcję Fortu George, który buntownicy zbudowali jako obronę przed najeźdźcami (czynny w czasie wakacji szkolnych). Na wyspie znajdują się również inne obiekty kulturowe, takie jak marae i Pustelnia Świętej Heleny.
Mataura
Główne miasto na wyspie. Znajduje się tu większość urzędów (m.in. merostwo, policja, bank, poczta). Jest też apteka, sklep spożywczo-przemysłowy, knajpa. Polecam knajpę Fish’n eat. Bardzo smaczne dania w cenie od 400 do 1800 XPF. Można płacić kartą.
Przy dingy dock jest stacja benzynowa. Tutaj kupujemy dwie 12kg butle plastikowe napełnione gazem po 5000 XCF każda. Sama wymiana będzie nas kosztować 2650 XPF. Na Polinezji Francuskiej gaz podobnie jak paliwo jest dotowany i ma stałą cenę.
Droga do Wysp Towarzystwa
Z powodu zbliżającej się złej pogody i braku osłony przy kotwicowisku na następnej wyspie archipelagu Australes (Rurutu) decydujemy się popłynąć na północ.
Na początku jest całkiem przyjemnie – płyniemy na foku w wiatr nie przekracza 20kn.
Niestety drugiego dnia od rana wiatr się wzmaga (wg prognozy), a pod wieczór porywy dochodzą do 40kn. Mocno refujemy foka i płyniemy. Wieczorem oglądamy kolejną wersję filmu „Bunt na Bounty”. Nad ranem okazuje się, że z naszej banderki zostały już tylko strzępki (już poprzednio nie była taka dobra), a koło ratunkowe wypadło z uchwytu, na szczęście linka go utrzymała. Na szczęście nie mamy żadnych strat, a Pluskata przy takim wietrze zachowywała się bardzo dobrze. Wg skali Bouforta wiało 7-8 B.
W południe w niedzielę wpływamy na kotwicowisko przy wyspie Moorea.
Moorea
Wyspa w archipelagu Wysp Towarzystwa. Śliczna wyspa na wschód od Thaiti w kształcie serca.
Kotwicowisko Haapiti
Stoi się na ok 3-5m na piasku. Woda jest krystalicznie czysta. Wokół jachtu pływają płaszczki, rekiny rafowe, rozdymki i inne ryby – jest pięknie. Miejsca trzeba rezerwować na portalu https://escales.gov.pf Max czas rezerwacji to 48 godzin, ale system pozwala wpisać kilka rezerwacji.
Wycieczka do wodospadu
Postanawiamy wybrać się na wycieczkę do pobliskiego wodospadu. Łódeczkę zostawiamy w prywatnej „przystani” – dostajemy zgodę właściciela. Do wodospadu jest ok 1,5h drogi, ale głównie po płaskim i lekko pod górę. Niestety droga jest błotnista. Wodospad jest niezbyt duży i jest też ujęciem wody dla domków poniżej, ale mimo to jest bardzo urokliwy a roślinność jest typowo dżunglowa – ogromna i zielona.
Wycieczka po wyspie
Decydujemy się na wycieczkę z „Tasty Tour” Taravana Tours .Płacimy po 8000XPF od osoby – w tym jest lunch (bez napojów). Mamy prywatną wycieczkę klimatyzowanym samochodem 9 osobowym. Kierowca przyjeżdża po nas o 9 w pobliżu, gdzie zostawiliśmy łódkę (zostawiamy ją w prywatnej przystani).
Pierwszy przystanek to punkt widokowy Pao Pao. Z góry podziwiamy Manava Beach Resort z domkami w pięknej błękitnej wodzie. Robimy sobie wspólne zdjęcie i ruszamy dalej. Kolejny punkt programu to destylarnia i fabryka soków Manutea Thaiti. Zwiedzanie zaczyna się od baru i degustacji – barman albo barmanka nalewa do kieliszków różne likiery (ananasowy, kokosowy) i drinki a na końcu rum. Można też wybrać degustację soków bezalkoholowych. Wszystko jest bardzo smaczne. Na końcu oczywiście jest sklep. Po wyjściu ze sklepu idziemy na zwiedzanie fabryki. Przed wejściem na halę trzeba założyć jednorazowy czepek na włosy. Halę produkcyjną ogląda się z góry. Jest też sporo plakatów opisujących proces produkcji zarówno po francusku jak i po angielsku. Zwiedza się samodzielnie. Z góry widać poszczególne etapy produkcji ale nie wszystkie maszyny działają – my widzimy napełnianie kartonów sokiem. Z destylarni jedziemy Opunohu Valley do punktu widokowego Belvedere. Po drodze mijamy Eco Museum i Wyższą Szkołę Rolniczą – jedyną wyższą uczelnię na tej wyspie. Po drodze podziwiamy piękne góry i miejsce gdzie był kręcony film Bunt na Bounty (wersja z lat 60 XIX wieku). Z punktu widokowego Belvedere rozciąga się piękny widok na dolinę Opunohu, 2 zatoki (Cooka i Opunohu) i świętą górę Rotui. Wracając z punktu widokowego oglądamy miejsce kultu Marae i te Ti’i Roa. Tutaj w dawnych czasach przychodzili mieszkańcy prosząc bogów się o różne rzeczy. Za kamiennym ogrodzeniem były miejsca siedzące dla wybranych. Z tego miejsca rozchodzi się wiele szlaków tyrystycznych – wiele z nich prowadzi do kolejnych Marae.
Kolejny punkt programu to świątynia Papetoai – pierwsza świątynia na wyspie.
W 1833 roku misjonarze wylądowali w Papetoai, dawniej Faatoai, na wyspie Moorea. Miejsce, w którym po raz pierwszy postawili stopę, nazwali „Te maoae roa”, od imienia wiatru, który ich tam przyniósł. Zbudowali pierwszą drewnianą świątynię o ośmiokątnym kształcie, jako hołd dla pierwotnej nazwy Moorea, Aimeho i te rara varu – Aimeho o ośmiu mackach, nazwanej tak ze względu na osiem łańcuchów górskich na wyspie. Zbudowali ją bezpośrednio na szczycie marae Uaeva, z pierwotnym źródłem wewnątrz budynku. Druga świątynia została wzniesiona z kamienia w latach 1887–1891, ponownie w kształcie ośmiokąta, ale tym razem ze źródłem na zewnątrz. Wewnątrz świątyni znajduje się marmurowy kamień upamiętniający pracę misjonarzy oraz drewniana tablica ku czci ich pierwszego nawróconego w 1815 roku, Wielkiego Wodza Patii, który później został pierwszym tahitańskim diakonem. Źródło „Vai te rara epu” było częścią ewangelizacji wyspy. Cała ludność gromadziła się na nabożeństwie, a w wodzie źródlanej odbywały się liczne chrzty. Ochrzczono tam Pomare II i sześciu innych diakonów. Legenda głosi, że źródło ma również pewne właściwości lecznicze. Pionowy kamień przed świątynią nosi nazwę „Tura’a ma rafea” i pochodzi ze świętego marae z Taputapuatea w Raiatea, dlatego herbata marae Tepua z Papetoai ma status narodowego marae. Kamień był prezentem ślubnym dla księdza z Papetoai, który poślubił dziewczynę z rodziny królewskiej w Raiatea. Świątynia ta jest bardzo ważnym miejscem w historii religii w Polinezji.
Na zakończenie idziemy do restauracji prowadzonej przez właściciela biura. Najpierw degustacja lokalnych dżemów i owoców, a potem wybieramy sobie lunch z karty. Wszystkie dania są bardzo smaczne.
Kotwicowisko w Zatoce Cooka
Po 4 dniach w na kotwicowisku Haapiti przestawiamy jacht do zatoki Cooka. To ok 20Mm od Haapiti. Wypływamy ok 10 rano żegnając piękną bękitną wodę i nasze ukochane płaszczki ( w nocy włączały regularnie alarm płytkiej wody przepływając pod echosondą). Do zatoki Coork dopływany ok 15. Tym razem na dnie jest muł. Stajemy na 11m na końcu zatoki. W pobliżu liczne pensjonaty i market Super U.
W niedzielę na kotwicowisku same atrakcje – najpierw sąsiadowi puszcza kotwica i zatrzymuje się na sąsiednim jachcie – na szczęście nikomu się nic nie stało (ani ludziom, ani jachtom), potem już pod wieczór zaczyna się palić budynek na brzegu przykryty strzechą, na szczęście wiatr jr=est od lądu, więc pożar nie rozprzestrzenia się. Przyjeżdża straż pożarna i gasi pożar. Wieczorem przy kolejnym podmuchu puszcza nasza kotwica. Po ciemku przez prawie godzinę szukamy miejsca, gdzie będzie dobrze trzymać. W końcu znajdujemy, ale i tak wystawiamy wachty kotwiczne, po północy porywy się kończą.
Wycieczka na świętą górę Routi
Rano Janusz podwozi nas łódką na koniec zatoki. O 9:30 ruszamy na szlak. Do przejścia jest ok 3,5km przy różnicy poziomów 870m – mapy mówią 3h w jedną stronę. Zmieniamy sandały na adidasy i ruszamy w górę. Szlak jest widoczny, ale mocno zarośnięty. Wyżej są głazy i trzeba się wspinać. Przy niektórych odcinkach założone są liny, ale z reguły za krótkie i marnej jakości (grożą urwaniem). Dochodzimy do pierwszego punktu widokowego, robimy zdjęcia i idziemy dalej. Dochodzimy do drugiego punktu widokowego na prawie 500m npm. Widoki są śliczne, ale jest godzina 13 i dochodzimy do wniosku, że na szczyt nie zdążymy (musimy przed zmrokiem wrócić na jacht). Schodzimy – to nawet miejscami trudniejsze niż wchodzenie.
Tahiti
Marina Taina
Bardzo ładna marina, pełna jachtów. Stoi się na mooringach, ale obsługa je podaje. Są pomosty pływające a marinero pomagają przy cumowaniu. W biurze mariny za kaucją 1000XPF dostaję „pastylki” do toalet. Płaci się przy wyjeździe. Cena jest 120XPF za stopę za dzień (netto – do tego dochodzi 13% VAT). Dodatkowe opłaty to 3300 XPF za prąd (16A) za tydzień i 1650 XPF za śmieci za tydzień.
Komunikacja po Tahiti
Po Tahiti jeżdżą autobusy – trasy się zgadzają, ale godziny już nie. Przejazd kosztuje 200XPF za odcinek (niezależnie od długości) – płatne gotówką u kierowcy. Można też kupić kartę przepłacaną (1100xpf za 10 przejazdów + koszt karty 500XPF). Kartę kupuje się na dworcu autobusowym koło magistratu (wejście pomiędzy toaletami :-)). Autobusy nie jeżdżą w niedzielę a w ilość autobusów w soboty jest bardzo ograniczona.
Drugim sposobem poruszania się (zwłaszcza na większe odległości) jest wypożyczenie samochodu. Ceny wahają si e od 5000 do 10000 a nawet więcej XPF za dobę. Do tego dochodzi kaucja. W wypożyczalni, którą wybrał Janusz kaucję pobiera się z karty ale oddaje w gotówce.
Papeete
Stolica Polinezji Francuskiej. Miasto bardziej europejskie, z francuskimi sklepami (np. Carrefour, Decathlon) i całkiem niezłym zaopatrzeniem, chociaż ceny są razy 2 na nie dotowane produkty.
Warto odwiedzić targ miejski (czynny od 5:30 do 16 od poniedziałku do piątku i przed południem w sobotę i niedzielę). Można przejść się po centrum miasta, obejrzeć budynki administracji, pałac arcybiskupa i autobusem wrócić do mariny.
Wycieczka po Thaiti
Wypożyczonym samochodem zwiedzamy Tahiti. Pierwszego dnia jedziemy wzdłuż południowo-wschodniej strony wyspy. Odwiedzamy Muzeum Wysp Polinezji (Te Fare Iamanaha-Musée). Wstęp 1000XPF od osoby. Ciekawe muzeum o historii i kulturze Polinezji Francuskiej.
Jedziemy dalej na południe, po drodze wstępujemy na obiad (trzeba bardzo pilnować godziny 14, albo wcześniej, bo tutaj zwyczajem francuskim po 14 już nic się nie zje).
Dojeżdżamy do końca wyspy do miejscowości Teahupoo, gdzie w 2024 roku odbywały się zawody olimpijski surferów. Rzeczywiście fale są duże i nawet ktoś trenuje. Można też za opłatą (ok 50$) popłynąć i obejrzeć fale z bliska.
Wracamy północną stroną wyspy i wstępujemy na Venus Point, żeby obejrzeć zachód słońca.
Drugiego dnia jedziemy obejrzeć wodospady (3 cascades) – ładne miejsce z jeziorkiem pod wodospadami (jeden duży i kilka małych), ale kąpiel jest zabroniona. Droga do pozostałych wodospadów jest zamknięta z powodu dużej ilości wody. Chcemy jeszcze obejrzeć tunele lawowe, ale po drodze zrobili płot z napisem droga prywatna :-(.
Kupujemy zestawy obiadowe po 1000XPF (kurczak pieczony, ryż i sos cytrynowy i siadamy na ławce przy kolejnym punkcie widokowym. Po południu wracamy do mariny.












































